niedziela, 27 lipca 2014

STRONA DZIEWIĄTA

Obudziłam się. Biały sufit, białe ściany. Nie...To nie był mój pokój. Leżałam w łóżku. Usiadłam i rozejrzałam się po pokoju. Szpital. "No super", pomyślałam. Kiedy próbowałam sobie przypomnieć co się stało dzień wcześniej bolała mnie głowa. Postanowiłam przestać. "Oh kochanie, w końcu się obudziłaś!", krzyknęła czule mama. Nie do wiary. Musiałam w takim razie dość długo spać. "Co się stało?", spytałam, "i co wy tu robicie?" Mama usiadła na łóżku opowiadając: "Jak to co się stało? Dostaliśmy telefon że jesteś w szpitalu". Zgarnęłam włosy z twarzy. "Nic nie pamiętasz? Dave idź po lekarza!", krzyknęła mama do taty. Oparłam głowę o poduszkę. "Ktoś tam stał", powiedziałam cicho. Mam ścisnęła moją rękę dodając: "Uderzyłaś się w głowę, kochanie. Odpoczywaj". Uśmiechnęłam się lekko lecz tak na prawdę byłam zaniepokojona. Kto tam stał. Pracował tam. Podobny był do...Nie, to nie może być możliwe. Wyglądał jak ten facet co uciekł z mojego domu. "Przepraszam złotko...Powinniśmy zostać i nigdzie nie wyjeżdżać", szlochała mama. Położyłam rękę na jej ramieniu dodając: "Mamo, skąd miałaś wiedzieć? Na prawdę się nie martw. Nic mi nie jest! Czuję się świetnie!" Wyskoczyłam z łóżka by jej pokazać do czego jestem zdolna. Uniosłam ręce i krzyknęłam wielkie "Tadaaa!" W tym momencie do pokoju weszły Greta i Adela. Podbiegły do mnie i mnie mocno przytuliły. Mama wstała i wyszła. "Amara! Tyle strachu nam narobiłaś!", "Jak się czujesz?", "Wszystko ok?", "Wrócisz do szkoły?"-Te pytania mnie zagłuszały. W końcu usiadłam na łóżku zaczynając się śmiać. Dziewczyny popatrzyły na siebie ze zdziwieniem. Oparłam się rękoma o łóżko. "Nic mi nie jest!", w końcu wydołałam wykrztusić z siebie pełna śmiechu. Były słodkie kiedy się martwiły ale w takiej sytuacji było to zbędne. Adela zaczęła: "Amara, przepraszam. Już nigdy więcej Cię nie zostawię!" Greta kontynuowała: "Ja też przepraszam! Już nigdy więcej się na Ciebie nie wydrę. Żaden chłopak nie będzie ważniejszy od Ciebie!" Uśmiechnęłam się dodając: "Dziewczyny...już nie przepraszajcie. Przesadzacie". Po kilku minutach rozmowy dziewczyny wyszły. Położyłam się ponownie na łóżku. Patrzyłam w sufit. Po chwili zasnęłam. Obudziło mnie pukanie do drzwi. "Przeszkadzam?", zapytał wchodzący do pokoju i uśmiechnięty Tom. Szybko usiadłam poprawiając wygląd. "Przepraszam", powiedział. Dość! "Już starczy tych przeprosin! Przepraszam, przepraszam i przepraszam od samego rana! Już dosyć. To nic personalnego, to fart że na Ciebie wyszło. Nie chciałam krzyczeć...", krzyknęłam powoli uciszając ton. Chłopak się uśmiechnął z lekką ulgą na twarzy. Wziął głęboki oddech i zapytał jak moja głowa. Odpowiedziałam: "Dziękuję że pytasz. Trochę boli i nie mogę sobie przypomnieć co się działo tamtej nocy". "Szlag!", krzyknął kopiąc w śmietnik, "Jezu, to moja wina. Mogłem coś zrobić!" "Ale ty nic nie zrobiłeś! Nie obwiniaj siebie, Tom!", powiedziałam spokojnie do niego. Chłopak oprzytomniał. "Widziałam chłopaka...Był w ubraniu z logiem pizzerii", zaczęłam opowiadać, "myślę że to te...znaczy. Może on mógł mi coś zrobić?" Tom usiadł na fotelu obok łóżka. "Hmm...", powiedział, "myślę że ci się coś przewidziało. To pewnie przez to że ten pokój był ciasny i było w nim bardzo dusznoo. Dlatego zemdlałaś i uderzyłaś się w głowę". Lekko zmrużyłam oczy po czym spytałam: "Skąd wiesz jakie jest to pomieszczenie?" Tom przetarł językiem usta. Zbladł lekko. Uśmiech zniknął z jego twarzy. "Tom?", zapytałam unosząc brew. Po chwili się znów uśmiechnął. Zaczął: "Amara, kiedy pracujesz w takim miejscu jak np. ja to musisz znać raczej każde miejsce. Tym bardziej musisz znać magazyn. No i oczywiście przebywasz tam dość długo- rozumiesz?" Uderzyłam się ręką w głowę. "Przepra...", odpowiedziałam. Właściwie próbowałam odpowiedzieć bo przerwał mi Tom: "Po za tym...to ja Cię tam znalazłem i zadzwoniłem po pogotowie". Zmrużyłam oczy. Co on powiedział? Kiedy to do mnie doszło z szoku wstałam z łóżka. Czułam jak impulsywnie krew przepływała przez moje żyły a serce biło jak szalone. Mięśnie się napinały. "T-Tom...Nie wiem jak Ci dziękować", próbowałam wykrztusić z siebie powoli do niego podchodząc. "Matko, gdyby nie Ty... Dziękuję!" Tom się uśmiechnął. Bardzo szeroko. Po chwili usiadłam obok niego. Poprawiłam włosy dając je za ucho. Uspokoiłam się. "Naprawdę Ci dziękuję, Tom", powiedziałam, "ale jak mnie znalazłeś?" Tom oparł rękoma ciało pochylając się do tyłu. Odpowiedział: "Coś mnie do Ciebie ciągło. Nie wiem co to było. Już gdy tylko wszedłem do pomieszczenia dla personelu wiedziałem że coś jest nie tak. Zobaczyłem krew no i resztę sama pewnie wiesz". "Ciekawe co to było", mruknęłam pod nosem. "W 2007 roku wybuchł pożar na 'Pearl Way'. Dziewczyna straciła przytomność i  uderzyła się w głowę", zaczęłam opowiadać, "uratował ją chłopak. Do dziś nikt nie wie kim był ten chłopak." Tam odpowiedział: "Tak, wiem. Znam tą historię. Znam historię tego miasta. Zapytałam: "Skąd?" Odpowiedział że się tu wychował. "Byłeś w 2007 w Sparrow Wood?", zapytałam. Odpowiedział że nie. Zmrużyłam oczy. "Urodziłeś się tu i wyjechałeś, teraz znów wróciłeś. Dobrze rozumiem?", zapytałam. Tom kiwnął głową na 'tak'. Tom rozłożył się na łóżku. Spojrzałam na niego. Złożył ręce do tyłu za głowę. Zapytał: "Jaka jest Sparrow High?" Zmarszczyłam czoło. "Idziesz do Sparrow High?", spytałam ignorując jego pytanie. Znów kiwnął. Jego mina pokazywała że był bardzo dumny z tego. Ale widać też było że się bardzo cieszy. Puknęłam go łokciem dodając: "Więc widzimy się w poniedziałek". Chłopak się zaśmiał. Ja też. Nagle Tom usiadł. Bardzo gwałtownie. Popatrzył na drzwi, potem na mnie. Zmarszczyłam czoło i czekałam co się teraz wydarzy. Sięgnęłam po kapcie które leżały przed łóżkiem. Nagle drzwi się otworzyły. To był doktor. Odwróciłam się do Toma. Już go tam nie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz