niedziela, 20 lipca 2014

STRONA ÓSMA

Tłum ludzi mnie otoczył. Ludzie których nigdy nie widziałam na oczy uśmiechali się do mnie lub witali się ze mną jakbyśmy się od paru lat znali. Trochę mnie to przerosło. Szłam z Gretą w kierunku baru. Tam czekała na nas Adela. Humor poprawiła mi muzyka, która była świetna. Napoje były przepyszne. Najbardziej do gustu przypadł mi koktajl robiony przez Violet. Violet Stone dokładniej. Rozmawiałam z Gretą i Adelą. Jeśli można było to nazwać rozmową. Były kompletnie zachlane. Po chwili usiadł koło mnie Michael. Był bardzo lubiany-szczególnie przez dziewczyny. Każda dziewczyna by chciała z nim choć raz zatańczyć. Ale nie ja. Obrzydzał mnie jego arogancki i egoistyczny charakter. Nigdy bym się z nim nie umówiła. Nawet gdyby błagał. Lecz niestety...Greta się z nim umawia. Są razem od trzech dni. Nie wiem co ona w nim widzi. Jest tak samo bogaty jak i ona. Choć wątpię że to ma jakiś związek to i tak by miało to jakiś sens. Greta wstała i podeszła do Michaela. Pocałowała go. Aż mi ciarki przeszły. Ohyda. Złapała go za ręce i zaproponowała mu taniec lekko go ciągnąc na parkiet. Ten szybko dopił swojego drinka i ruszył za nią. Adela zniknęła w tłumie. Wiedziałam dokąd poszła ale nawet nie chciałam o tym myśleć. Jedno słowo- Mason. Zostałam sama. Oparłam się o bar i kręciłam słomką kółka w mojej szklance z sokiem. Z lewej usiadła parka liżąc się nie zwracając uwagi czy komuś to przeszkadza, z prawej ktoś rozmawia o przyszłości związku. Musiałam uciec. Uniosłam brwi, wzięłam głęboki wdech i odeszłam zostawiając szklankę. Chciałam iść do toalety, gdy przechodząc obok baru Violet mnie zaczepiła: "Mogłabyś skoczyć do magazynu po kostki lodu? Skończyły się". Popatrzyłam na nią niechętnym wzrokiem. Zmęczona uśmiechnęła się do mnie błagając o pomoc. Zgodziłam się. Ruszyłam w kierunku drzwi z napisem 'dla personelu'. Otworzyłam je. Było ciemno. Szukałam włącznika do lampki. Obmacałam ścianę i w końcu znalazłam. Zapaliłam światło i ruszyłam przed siebie. W końcu znalazłam drzwi z napisem 'magazyn'. Drzwi były zamknięte. Próbowałam otworzyć je siłą. Nic. Oparłam się o drzwi i chwilę pomyślałam. Szłam z powrotem do wyjścia. Wyszłam i ruszyłam w stronę baru. Rozejrzałam się i zauważyłam Violet bardzo zajętą. Obsługiwała chyba pięć ludzi na raz. Uśmiechnęłam się. "No nic", pomyślałam, "będę musiała zapytać kogoś innego". Szukałam Grety. Chciałam zapytać o Toma. Polecił się na przyszłość, tym bardziej że tu pracuje. Miałam o niego pytać. Grety nigdzie nie mogłam znaleźć. Adelę znalazłam. Znaczy jej głos w toalecie...Nie była sama. Zszokowana wyszłam z niej po paru sekundach. Wyszłam przed budynek. Znalazłam ją. Kłóciła się. Z Michaelem. Podeszłam do nich. "Greta, mam pytanko. Przepraszam że przeszkadzam", powiedziałam. Odpowiedziała mi wściekła: "Mała, nie teraz". Odwróciłam się. Chciałam odejść. Jednak się znów do nich odwróciłam. "Nie Greta, teraz! Szukam Toma". "Jakiego znów Toma?!", zapytała. "Muszę wejść do magazynu", odpowiedziałam. Greta złapała się za głowę. Była zła. Bardzo. Wyjęła z kieszeni klucze i mi je dała dodając: "I znikaj. Przeszkadzasz". Uśmiechnęłam się ironicznie i odeszłam. Z daleko słyszałam tylko "Co za przyjaciółka. Mówisz że nie teraz to dalej nawija". To bym Michael. Wściekła Greta zaczęła krzyczeć: "Aha! To moi przyjaciele też się nie podobają?!" Przekręciłam głowę i widziałam Gretę wymachującą rękoma. Pokiwałam głową i weszłam do budynku udając się w kierunku drzwi 'dla personelu'. Gdy przechodziłam obok baru Violet się na mnie popatrzyła wkurzona. Oczekiwała wyjaśnień dlaczego to tak długo trwa. Pokazałam jej rękę dając do zrozumienia krótkie 'chwila'. Weszłam do pokoju i zapaliłam światło. Tym razem wiedziałam gdzie znajduje się włącznik. Szłam prosto jak ostatnim razem aż doszłam do drzwi z napisem 'magazyn'. Wyciągnęłam klucze. Było ich bardzo dużo. Około 10. No nic, wypróbowywałam każdego. Trochę byłam przerażona. Sama w tak ciasnym i mrocznym pomieszczeniu. Byłam pewna że za moment wypadną mi klucze z ręki i gdy je podniosę ukaże mi się seryjny killer przed oczami i mnie zabije. Byłam przy kluczu numer 3. No i oczywiście. Wypadły mi z kieszeni. Cała się trzęsłam ze strachu. Rozejrzałam się by mieć pewność że nie stanie się to o czym myślałam chwilę przed tym. Nikogo nie było. Tylko ja i mój cień. Kucnęłam nadal się rozglądając. Ciągle miałam głowę w powietrzu. Wzięłam klucze i powoli wstałam. Nic. Ulga. Odwróciłam się i znów wypróbowywałam klucze. Jak zwykle nie mogłam znaleźć właściwego. I co? Znów je upuściłam. Nigdy nie miałam tyle kluczy w dłoni. Sięgnęłam je. Wstałam i dostałam niemal zawału serca. Upadłam i uderzyłam głową o framugę drzwi. Widziałam mężczyznę w ubraniu pizzeryjnym. Widziałam jedynie rysy twarzy bo po chwili zemdlałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz