poniedziałek, 24 marca 2014

STRONA TRZECIA

W szkole wszyscy mówili o tych morderstwach. Nawet nauczyciele zwariowali. Każdy uczeń miał iść na zajęcia samoobronne. Dla mnie to było śmieszne. Okazało się że dwie osoby chodzili do naszej szkoły. A nawet jedna z nich do mojej klasy. Maria Argan. Bardzo ładna i znana dziewczyna. Dużo trenowała. Miała idealną figurę i zdrowo się odżywiała. Nie paliła. Idealny organizm. Chciałam pogadać z Adelą ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Myślałam że była chora więc nagrałam jej się na sekretarce że tęsknie i na nią czekam. Życzyłam jej szybkiego powrotu do zdrowia.
Po szkole poszłam do biblioteki. Chciałam wypożyczyć jakąś nową książkę. W moim alfabecie byłam przy literce „W”. Poszłam do odpowiedniego regału i wzięłam ze sobą parę książek. Podeszłam do kasy i wypożyczyłam. Miałam na koncie już 326 książek. Chciałam kupić coś do jedzenia bo lodówka była prawie pusta. Zajrzałam do marketu i kupiłam trochę produktów. W drodze do domu przejeżdżałam koło tej pizzerii gdzie zawsze zamawiałam. Ktoś się tam szarpał ale nie widziałam kto. Pewnie jakiś pijany klient.
Wróciłam do domu i rozpakowałam zakupy. Książki odłożyłam do regału oprócz jednej. Zostałam na dole. Umyłam jabłko, po czym usiadłam do stołu i zaczęłam czytać. Minęły trzy godziny a ja zdążyłam zjeść siedem jabłek. Nagle usłyszałam dziwny hałas zza drzwi. Wstałam i podeszłam do nich. Powoli dotknęłam klamkę i otworzyłam drzwi. Nikogo nie było. Stałam parę chwil w progu gdy nagle zza ściany wyskoczyła moja mama. Cicho pisnęłam. Moja mama się zaśmiała :”Córcia, co z Tobą? To tylko ja.” Weszła do środka i zdjęła buty. Moje serce biło jak szalone. Na prawdę się przestraszyłam. Tyle się wtedy działo w mym mieście, miałam do tego prawo. Poinformowałam mamę o zakupach które zrobiłam po szkole. Mama weszła do kuchni. „A co to ma być? Wyrzuć te śmieci ze stołu”. Kiwnęłam głową i posprzątałam bałagan który zostawiłam w kuchni. Wzięłam książkę i udałam się do mojego pokoju by w ciszy dalej czytać.

W czytaniu przeszkodził mi mój tata który mnie wołał z dołu. Właśnie wrócił z pracy. Odłożyłam książkę i zeszłam niechętnie na dół. Przetarłam oczy i usiadłam do stołu z całą rodziną. Kolacja już była przygotowana. Kolację razem jemy raz na miesiąc, może dwa więc musimy się cieszyć. Szczególnie ja bo tak to widzę ich bardzo i to bardzo rzadko. „Smacznego”, powiedzieliśmy sobie wzajemnie i zaczęliśmy jeść. Rodzice pili wino. Mama czerwone, tata białe. Ja piłam wodę. Rozmowę zaczęła mama opowiadając o swoim dniu. Potem była kolej taty. I wtedy ja zaczęłam opowiadać. Gdy skończyłam jeść, podziękowałam i chciałam już zabrać talerze gdy mama złapała mnie za rękę. Spokojnie poprosiła mnie żebym poczekała. Usiadłam. Zaczęła :”Więc ja i tata chcemy trochę odpocząć od pracy i wyjechać na tydzień, może dwa. Musimy się zrelaksować. Ciągle tylko praca i praca. Nigdy nie mamy czasu dla siebie i dla Ciebie córeczko. Dlatego wyjeżdżamy wszyscy. Chcemy zrobić małą wycieczkę do Hiszpanii. Tam jest ciepło. Będzie super!”  Tata tylko kiwał głową. Uśmiechnęłam się. „Żartujecie, prawda? Chcecie mnie gdzieś wywieźć w czasie semestru? Mam szkołę! Muszę się uczyć!”, krzyknęłam, ”nie ma mowy”. Mama spojrzała na tatę. Tata odszedł od stołu. Był zdenerwowany. Nie mogłam wyjechać. Miałam dużo na głowię. Szkoła, pizzeria, morderstwo. Nie mogłam tego zostawić. A raczej nie chciałam. „Jak chcesz... Ale sama zostać przecież nie możesz”, powiedziała mama spuszczając głowę. "Potrzebujesz kogoś do opieki, tak?” Zaczęłam zbierać talerze. „Jestem już dużą dziewczynką, poradzę sobie, mamo.”, dodałam. Zaniosłam naczynia do kuchni. Podziękowałam za kolację i wróciłam do pokoju. Do mojego czytania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz