Stałam przy aucie trzymając bagaże. „Będę dzwoniła co drugi dzień. Na pewno
dasz sobie sama radę?”, zapytała troskliwie mama. Przewróciłam oczami i
powiedziałam że tak. Schowałam walizki do bagażnika i pożegnałam rodziców.
„Miłego odpoczynku”, dodałam i przytuliłam ich mocno. Odsunęłam się od
samochodu i zaczęłam im machać. Odjechali. Wróciłam do domu.
Wieczorem wyjęłam pocztę ze skrzynki i zaczęłam ją przeglądać. Rachunki,
rachunki, coś do mamy, katalog.. I coś do mnie. Wyjęłam nóż i rozcięłam
kopertę. Była tam kartka zaproszeniowa. Otworzyłam. Zaproszenie na urodziny Grety.
Impreza miała się odbyć w jakimś klubie. To miały być jej 18 urodziny. Była
starsza od nas ale ją bardzo kochałyśmy. Jest siostrą P-J’a z klasy. Wszyscy
nie mogli się doczekać tej imprezy. Wszyscy byli zaproszeni.
Zamówiłam pizzę i wróciłam do pokoju by dowiedzieć się czegoś nowego na
temat tych morderstw. Przysnęłam.
Nagle obudziło mnie bardzo głośne dzwonienie. To było z dołu. Pizza
przyszła. Zeszłam na dół krzycząc „Moment!” Otworzyłam drzwi. Miał tatuaż. „O,
już pizza, 12,49$, zgadza się?”, spytałam. Dostawca kiwnął głową na „tak”.
Uśmiechnęłam się i wręczyłam mu pieniądze. Wzięłam pizze. Dostawca podziękował
i powoli się odwracał. Złapałam go za rękę i spytałam to co zwykle. Zapisałam. Dodałam
:„A i jeszcze coś, parę miesięcy temu przyniósł mi pizze pewny chłopak.
Strasznie mi się spodobał i..” Chłopak nieśmiele się uśmiechnął. „Wybacz,
jestem tu nowy i nie znam wszystkich pracowników”, powiedział. Udawałam że mu
wierze. „Jasne, przepraszam. Do widzenia!”,pożegnałam się i zamknęłam drzwi.
Poprawiłam włosy i zaniosłam pizze do piwnicy. Odsapnęłam i wyniosłam wszystkie
pizze do śmietnika przed domem. Trwało to 20 min. Byłam zmęczona ale przecież
musiałam coś z tym zrobić. Tyle ich tam było.
Dzwonił telefon. Akurat byłam w toalecie. Po umyciu rąk szybko wybiegłam z
niej i pobiegłam po telefon. Nie zdążyłam. Włączyłam głośnik i słuchałam
nagrania:
„Dodzwoniłeś się na pocztę głosową rodziny Swan. Niestety nie ma nas w domu
ale możesz zostawić wiadomość po sygnale. Pip!”
„Oh, Amara! Dlaczego nie odbierasz tego durnego telefonu gdy Ciebie tak
bardzo potrzebuje. Oddzwoń do mnie natychmiast! Chodzi o urodziny Grety. No
wiesz no. Musimy iść na zakupy, nie mam co ubrać no. Jeśli zaraz nie odbierzesz
to wszystkim powiem o..”
Odebrałam.
„Adela ty żmijo jedna!”, krzyknęłam do telefonu, „dzisiaj pojechali moi
rodzice i mam trochę więcej wolnego czasu, więc jeśli nadal chcesz się spotkać
to radziłabym Ci się już szykować bo nie chcę w nocy łazić po mieście.”
„Jesteś kochana Amara Zaraz będę.”
Rozłączyłam się i odłożyłam słuchawkę. Podeszłam do okna i usiadłam na szerokim
parapecie. Oglądałam otwierające się drzwi wejściowe parę domków naprzeciwko
mnie i wychodzącą z nich Adelę. Po drodze włożyła portfel do torby który
trzymała na wierzchu. Przeszła przez 3 ulice i po chodniku do mnie. Nie musiała
nawet zapukać gdy już jej otworzyłam.
Uśmiechnęłam się i dałam jej całusa. Dodałam „hej” biorąc torbę z
przedpokoju i już wyszłyśmy. „Greta z nami pojedzie. Chce nam pokazać jakieś
fajne sklepy z ciekawymi ciuchami”,powiedziała Adela zatrzymując się przed moim
domem. Strzepałam jej paproszek z kurtki i dodałam „Nie ma sprawy. Chodźmy
więc. Autobus będzie za 6 min. Musimy się pośpieszyć.” Adela kiwnęła głową.
Nagle naszą uwagę zwrócił pisk opon dochodzący z ulicy głównej. Odwróciłyśmy
się. Muzyka była coraz głośniejsza. Jechało nowe lśniące audi niebieskiego
koloru. Aż musiałyśmy stanąć i popatrzeć. Stałyśmy parę metrów od mojego domu.
Auto zatrzymało się obok niego. Nagle zadzwonił telefon Adeli. Odebrała.
Uśmiechnęła się i powoli zbliżała się do wozu. Szłam za nią. Osoba w aucie
otworzyła dach. Ulżyło mi gdy zobaczyłam twarz Grety. Aż wzdychnęłam. Weszłyśmy
do samochodu. Adela usiadła z przodu. „No, no Greta. Rodzice muszą na prawdę Cię
kochać skoro kupili Ci taką brykę.”,zażartowała Adela. Zaśmiałam się. Greta
też. „To mój prezent urodzinowy”, dodała odpalając. „Nieźle”, skomentowałyśmy.
Jechałyśmy z głośną muzyką i otwartym dachem. Niebo robiło się czerwone.
Dojechałyśmy. Greta zaparkowała i zaprowadziła nas do jednych z butików. Ciągnęłyśmy.
„Zamknięte”. „Cholera! Greta! Dlaczego nas tu zaprowadziłaś skoro jest już
zamknięte?”, krzyknęła Adela. Greta złapała ją za ramię i się uśmiechnęła
dodając „spokojnie kochana.” Greta zapukała do drzwi. Chwileczkę poczekałyśmy
gdy nagle do dużych szklanych drzwi podeszła troszkę starsza kobieta.
Uśmiechnęła się gdy tylko zobaczyła Gretę. Szybko odeszła i po chwili wróciła z
kluczami. Otworzyła drzwi. „Wejdźcie”, zaprosiła nas. Weszłyśmy.
Okazało się że to sklep babci Grety. Długo nie minęło a my już znalazłyśmy
idealne stroje na jej urodziny. „A tak w ogóle, to gdzie będzie ta impreza?”,
zapytała Adela. To samo chciałam się jej spytać, jednak Adela była pierwsza.
Greta się lekko uśmiechnęła i dodała:”To niespodzianka!” Podeszłam do jednego
wieszaka z ubraniami. Już coś znalazłam ale może by mi coś jeszcze trafiło do
gustu. No i wtedy zahaczyłam łańcuszkiem o jedną bluzkę. Nie mogłam się
ruszyć. Zaśmiałam się sama z siebie i poprosiłam dziewczyny o pomoc. Wtedy
podeszła do mnie babcia Grety. Uśmiechnęłam się z ulgą. Jednak zanim staruszka
wyciągnęła ręce w moją stronę by mi pomóc, przyjrzała się dokładnie mojemu
naszyjnikowi. „Więc pomoże mi pani?”, zapytałam. Kobieta mi nie odpowiadała.
Wpatrywała się w mój naszyjnik. Odwróciłam się do Grety. Dałam jej znak że coś
jest nie tak i że potrzebuje pomocy. Greta stanowczym krokiem do mnie podeszła
mówiąc:”Matko, babciu nie wygłupiaj się. Amara, ja Ci pomogę.” Złapała za łańcuszek
i szybko go zrzuciła niczym ogień. Chwilę na niego popatrzyła. „Przepraszam, to
przez przypadek”, powiedziała. Nie podniosła go. Nagle kobieta złapała się za
głowę i krzyknęła:” Idźcie już! Już jest późno!” Byłam przerażona. Nie
wiedziałam o co chodzi. Podniosłam naszyjnik i wyszłam. Zaraz za mną
dziewczyny. „Jeju...Twoja babcia świruje”, skomentowała Adela. Greta się lekko
uśmiechnęła. Coś ukrywała. Spytałam się stanowczo czy ma to związek z moim
naszyjnikiem. Adela zaczęła głośno się śmiać. Po chwili Greta też. Ja też
trochę pod nosem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz