Znów śniła mi się postać z długimi
złocistymi włosami.Tym razem się odwraca. Kobieta bez twarzy. Na jej szyi
naszyjnik. W miejscu ust wielka czerwona plama. Kapią z tej plamy małe krople.
Powstaje wielka kałuża. Coraz więcej plam. Wszystkie czerwone. Zmieniają się
powoli w błękitne fale. Na brzegu złocisty piach, muszle, kamienie i naszyjnik.
Nagle naszyjnik zostaje wciągnięty przez fale.
Obudziłam się cała spocona na kanapie w
salonie. Usiadłam. Była godzina 03:28. Bolała mnie głowa. Wstałam i poszłam do
łazienki. Przemyłam twarz i obejrzałam się w lustrze. Otworzyłam szafkę i
wyjęłam leki. Zamknęłam szafkę i zauważyłam w lustrze że nie mam na sobie
naszyjnika. Spanikowałam. Odwróciłam się z nadzieją że gdzieś tam go
zostawiłam. Przede mną stałam ja z naszyjnikiem w ręku. Podeszłam do siebie i
ugryzłam się w szyję...
Obudziłam się leżąc naga na podłodze w łazience. Usiadłam trzymając się za
głowę. Tak bardzo mnie bolała. Rozejrzałam się i zauważyłam niewielką ilość
krwi na podłodze. Mój naszyjnik leżał na półeczce. Ulga. Wstałam i podeszłam do
lustra. Leciała mi krew z wargi. „O nie...”, mruknęłam, „musiałam się
przewrócić wchodząc pod prysznic i zemdlałam...” Przyłożyłam mokrą ścierkę do
warg, zarzuciłam na siebie jakieś ubrania i wyszłam z łazienki. Otworzyłam
drzwi na taras i wyszłam. Usiadłam na ławce. Wiatr wiał bardzo lekko. Drzewa lekko
kołysały. Zanuciłam piosenkę. Zamknęłam oczy. No i wtedy... Pisk, krzyk,
wołanie o pomoc. Od razu wstałam i się rozejrzałam. Nic. Wbiegłam do domu,
ubrałam buty i kurtkę i wybiegłam z domu. Usłyszałam jeszcze jedno krzyknięcie,
które było inne niż tamte. Wcześniej słyszałam strach, teraz ból... Nie
wiedziałam co zrobić. Wrócić szybko do domu czy znaleźć osobę która krzyczała?
Po chwili zastanowienia zaczęłam biec. Z nadzieją że znajdę zranioną osobę.
Zapomniałam wtedy komórki. Nie mogłam zadzwonić po pomoc. Moje nogi odmawiały
mi posłuszeństwa. Bałam się. Ale musiałam jej pomóc. Dobiegłam do parku. Zatrzymałam
się koło ławki. Światło latarni świeciło mi prosto w twarz. Nic nie widziałam.
Ale słyszałam wszystko. „Nic nie pamiętasz...”, szepnął męski głos. Potem coś
jeszcze powiedział. Ale nie słyszałam. Poszłam wolno za głosem. Rozejrzałam
się. Było bardzo ciemno. Nic. I wtedy potknęłam się. Nie wiem o co.
Przymrużyłam oczy i zauważyłam nogę. Na czworaka zbliżyłam się do niej. Młoda
kobieta. Żyła. Była cała we krwi. Poczułam gwałtowny wiatr. Powoli się
odwróciłam. Nikogo nie było, choć miałam wrażenie że ktoś tam stał. Bałam się
jak nigdy. Wstałam i zaczęłam uciekać. Biegłam. Biegłam. Coraz szybciej. Już
widziałam mój dom. Dotarłam. Wbiegłam i zamknęłam wszystkie drzwi. Wzięłam
telefon i zadzwoniłam po policje.
„Tak mamo, wszystko będzie ok. Nie, nie musicie wracać. Wszystko jest ok.
Tak tak...mamo”, mówiłam mamie do telefonu. Chwilę przed tym odprowadziłam
policjantów do drzwi. Musiałam odpocząć. Usiadłam na sofie. Zamknęłam oczy. Co
się dzieję.. Mam coś z tym wspólnego? Może to był tylko przypadek że tam byłam.
Wstałam i podeszłam do kalendarza. Następnego dnia miała być impreza. Nie byłam
pewna czy iść czy nie. Może powinnam nie iść. W końcu dziwnie by to wyglądało.
Dzień wcześniej znalazłam umierającego człowieka a na drugi dzień już idę się
upić. Poszłam po telefon by zadzwonić do Grety. Wybrałam jej numer i
zadzwoniłam. Byłam niepewna.
- Hej Greta...
-
No cześć, jakieś pytania do imprezy?
-
Nie zupełnie. Bo wiesz, ja nie mogę jednak przyjść. Dzieją się ostatnio dziwne
rzeczy. Jestem zmęczona, mam dość wszystkiego. Nie bądź zła. Nadrobimy to
kiedyś...
-
Amara...Naprawdę nie dasz się przekonać? To tylko jedna noc. Co to za różnica.
Przyjdziesz raz i potem damy Ci spokój. Proszę.
-
Nie...Przepraszam. Nic z tego nie będzie. Naprawdę przepraszam.
- Przyjdę do Ciebie w poniedziałek. Opowiem Ci jak było, ok?
- Nie ma sprawy. Jeszcze raz przepraszam. Mam wyrzuty sumienia ale czas
pomyśleć o sobie, prawda? -
No prawda prawda.
-
Dobra kończę. Do poniedziałku i miłej zabawy. Pa!
- Pa pa!
Ale się głupio zachowałam. Może jednak był to błąd. Może powinnam iść.
Nie...Już jest za późno. Jak by to wyglądało. Jezu, cóż za dyskusje sama ze
sobą. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam w stronę mojego pokoju. Dawno nie
czytałam. Wypożyczyłam tyle książek i ani jednej nie przeczytałam. Otworzyłam
książkę pod tytułem „Wampiry i inne stworzenia”... Uśmiechnęłam się. Od razu
pomyślałam o sadze „Zmierzch”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz