Urodziny Grety. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Na tapecie miałam pięknego kwiatka-ubiorka gorzkiego. Weszłam na Facebooka. Odpowiedziałam na parę wiadomości i zaczęłam przeglądać co nowego. Nic ciekawego. Jakieś obrazki...Ktoś wstawił zdjęcia z wakacji. Morze, cudowne słońce, fale. I wtedy przypomniało mi się jak znalazłam mój łańcuszek. Byłam wtedy z rodzicami na plaży. Szłam wzdłuż brzegu. Aż doszłam do miejsca gdzie nikogo nie było. Byłam sama. Usiadłam przy brzegu i wpatrywałam się w morze. To było cudowne uczucie. I nagle jak wyrzucony z morza przypłynął do mnie łańcuszek. Na początku nie wiedziałam co to było. Weszłam po kostki do wody i go stamtąd wyciągnęłam. Jak się zorientowałam że był to łańcuszek, zaczęłam się rozglądać. Nikogo nie było. Wzięłam go ze sobą i wróciłam do rodziców. "Tak o to Cię znalazłam", powiedziałam sama do siebie łapiąc za łańcuszek. Wstałam i otworzyłam szafę bo zrobiło się nieco zimno. Chciałam założyć cieplejszą bluzę. Moją uwagę zwróciła moja cudna sukienka kupiona specjalnie na urodziny Grety. Wzięłam głęboki wdech i ją wyciągnęłam. Odwróciłam się i sprawdziłam godzinę. Impreza zaczęła się 30 min temu. Nawet jakbym się szybko wyszykowała to bym nie wiedziała gdzie iść. Miejsce imprezy jest "niespodzianką". "Zadzwonię do Grety", pomyślałam. Sięgnęłam po telefon i wybrałam jej numer...Nie odbierała. Pewnie było za głośno i mnie nie usłyszała. Chciałam się przyszykować i przed wyjściem jeszcze raz zadzwonić. Umyłam i umalowałam się. Potem zrobiłam włosy i założyłam sukienkę. Moja sukienka była bardzo krótka i beżowa. Bardzo mi się podobała. Po godzinie już byłam gotowa, bardzo się śpieszyłam.Każda dziewczyna potrzebuje minimum 2 godziny na przyszykowanie się do takiej imprezy jak ta. Ale nie ja. Zeszłam na dół i wyjęłam buty z szafki. Ubrałam je i wybrałam numer do Grety. Było bardzo głośno.
- Gdzie jest ta impreza?
- Halo? Amara?
- No halo! Gdzie jest ta impreza?
- Amara, nie słyszę Cię...
- Pytam gdzie jest ta impreza?!
- Aaa...Mów od razu.Taka restauracja na Sparrow Center. Nie pamiętam nazwy...
- Dobra, dzięki. Poradzę sobie.
Rozłączyłam się. Spojrzałam w lustro by sprawdzić, ewentualnie zmienić wygląd. Wszystko było tak jak chciałam. Tak jak planowałam. Wtedy popatrzyłam na łańcuszek. "Może go zdejmę...", pomyślałam. Nie chciałam problemów ani żadnych awantur. Tak jak to było wtedy w sklepie. Wyszłam i zamknęłam drzwi na klucz. Była dokładnie 22:04. Pobiegłam na autobus który jechał do miasta. Jeździł bez przerwy. Gdy doszłam na przystanek na autobus musiałam czekać jedynie 2 min. Usiadłam więc chwilę na ławce. I modliłam się aby nikt mnie nie zaczepił. Minęły minuty i autobus przyjechał. Był prawie pusty. Weszłam do niego. Kierowca dziwnie się na mnie popatrzył. Może moja sukienka na prawdę była za krótka. Usiadłam z przodu bo zauważyłam grupkę nastolatków z tyłu. Nie chciałam żadnych problemów. Po chwili jakiś typ z tyłu usiadł przede mną odwracając się do mnie. "Gdzie tak sama?", zapytał. Śmierdział drogimi perfumami i alkoholem. Miał na sobie białą koszulkę i ciemne jeansy. Po chwili wyjął z kieszeni swojego złotego Iphona. "Dzięki, ale nie potrzebuję twojego towarzystwa", odpowiedziałam lekko arogancko. Od razu schował telefon i się odwrócił. Dodał:"Na pewno? Bo wiesz, tu jest niebezpiecznie o tej godzinie." Lekko się odwróciłam. Jego znajomi w tyle się do mnie uśmiechnęli i pomachali. Znów się odwróciłam. Został jeszcze jeden przystanek. On się znów odwrócił. "Ja cię mogę obronić jak chcesz...", odparł posuwając rękę w stronę moich ud. Wstałam i wybiegłam z autobusu na moim przystanku. On szybko wstał ale nie zdążył. Jego znajomi też nie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz